sobota, 28 grudnia 2013

8. Maybe one day you'll understand why everything you touch slowly dies.

Jasny i klarowny był dla mnie fakt, że Dawid coś jeszcze czuje do swojej byłej. No bo jak wytłumaczyć to, że znalazłam w jego portfelu jej zdjęcie i kartę z miłosną notką na odwrocie.
Dziwnie się z tym czułam. Tak jakby nie do końca poradził sobie z tym rozstaniem, a już pakował się w nowy związek.
Nigdy przedtem nie byłam w tak poważnym i - jak wtedy sobie myślałam - długim związku.
Nie chciałam go stracić, to na pewno. Nie chciałam też żeby rozpamiętywał swoje byłe dziewczyny. Nie wiem co pomiędzy nimi było, ale skoro byli ze sobą tyle czasu i nagle po tylu latach zerwali...Nie wiem co o tym myśleć. Nie każdy związek musi przetrwać. Ich związek nie przetrwał, a on ją rozpamiętuje. Nie podobało mi się to. Zdecydowanie wolałam być jedyna i wyjątkowa.
Jeśli mielibyśmy kiedykolwiek spędzić razem przyszłość, to takie akcje były niedopuszczalne.


Zamyśliłam się, marzyłam, wymyślałam sytuacje, które mogłyby nas spotkać.
Czasami myślami wybiegałam daleko w przyszłość.
Może kiedyś mi się oświadczy. Uklęknie na plaży przy zachodzącym słońcu i spyta czy za niego wyjdę. Albo zorganizuje coś pięknego aby cała nasza rodzina mogła być z nami w tym cudownym dniu.

Może zostanie moim mężem. W mojej głowie zrodził się obraz kościoła i mnie w białej, tej wymarzonej sukni do samej ziemi. Wesele w pięknym dworku, ślub w kościele, tam gdzie brali go moi rodzice... Piękne plany.
Będziemy mieszkać przez jakiś czas razem. Tylko we dwoje, zanim nowy członek rodziny pojawi się na świecie. Będziemy podróżować gdzie tylko zapragniemy. 


Dodatkowo, jeszcze ta cała sytuacja z pobiciem i wyrokiem w zawieszeniu. 
Przerażające wyznanie z wczorajszego wieczora ciągle chodziło mi po głowie i nie dawało spokoju. 

Oskarżony o przewodnictwo zorganizowanej grupy przestępczej i ciężkie pobicie.Dostałem dwa lata w zawieszeniu na cztery.

Oznacza to, że będąc ze mną, cały czas jest pod nadzorem kuratora i przez cały ten czas podlega karze w zawieszeniu... Wydawał się taki niewzruszony gdy opowiadał jak to oni ich nawalali kopami i pięściami. Jedno wiedziałam na pewno. Gdy będzie potrzeba, nie zawaha się stanąć w mojej obronie. I tej myśli się trzymałam. 
Był ze mną szczery, tak? Zdecydował się powiedzieć mi o swoich kłopotach z przeszłości.
Dzięki temu zbliżyliśmy się do siebie. Widocznie uznał, że jestem na to gotowa.
Informację przyjęłam ze spokojem wymalowanym na twarzy, ale tak naprawdę cała się w środku buzowałam i trzęsłam z emocji. 

No bo jak to rokuje na naszą przyszłość? Jestem pełna sprzecznych emocji.
Nie chcę rzucić tego w cholerę, nie jestem aż takich tchórzem. Przecież trzeba mu pomóc i go wspierać. Mam nadzieję, że już więcej tego nie zrobi. Trzeba znać granice i się pilnować, on doskonale o tym wie. Nie można przekreślać związku tylko dlatego, że ktoś kiedyś popełnił gdzieś błąd. Też popełniłam ich całą masę. Może nie aż tak przerażających, ale popełniłam. 



Tego dnia wszystko wywróciło się do góry nogami. Tempo było zbyt szybkie. 
Byłam na uczelni, w połowie zajęć. Dostałam od niego sms:

Musimy pogadać. Wyjdź na korytarz, czy do łazienki. Za 5 minut zadzwonię. 

Okej, pomyślałam. Może znowu czegoś zapomniał albo nie zdążył czegoś zrobić.
Wyszłam z zajęć, schowałam się w toalecie i czekałam na telefon. 

-Halo?-odpowiedziałam odbierając telefon. 
-Słuchaj...przyszedł do mnie dzisiaj list. Z sądu. Jeszcze go nie otwierałem, bo nie ma mnie w domu. Siostra mnie poinformowała, że coś przyszło. 
Przełknęłam głośno ślinę. 
-Co to oznacza? - spytałam ostrożnie. 
-Jeszcze nie wiem. Od dnia wyroku nic przecież nie zrobiłem. - zachrypiał do słuchawki zaniepokojony Dawid.
-Ja ci wierzę kotku - powiedziałam szczerze. - Mam przyjechać do ciebie?
-Tak - powiedział. W jego głosie słychać było strach. 
-Zbieram się w takim razie. Do zobaczenia misiu.- rozłączyłam się i popędziłam po torbę do sali. 



Około godziny później, byłam już na miejscu i siedziałam obok Dawida. 
-Otwieraj i czytaj. - powiedziałam. - Jeśli nic nie zrobiłeś to nie masz się czym martwić. 
-Pewnie, że nie mam. - powiedział i otworzył kopertę.
Jego oczy wraz z czytanym tekstem poszerzały się powoli. Skończył czytać i popatrzył się na mnie ze strachem.
-Wzywają mnie na rozprawę. Skazującą. Mam się zgłosić na rozprawę. - wyszeptał.
-Jak to możliwe? Przecież to niemożliwe!- wykrzyknęłam.- Nic nie zrobiłeś!
-To prawda. Nic nie zrobiłem od  tamtego czasu. Zadzwonię do swojej kuratorki. 
-Zadzwoń, pewnie. Może ona rozwieje tą dziwną sytuację. To pomyłka. - powiedziałam.
Jeszcze nigdy tak bardzo nie pragnęłam aby to, co mówiłam było prawdą. 

Dawid wyszedł z pokoju i zaczął rozmowę z kuratorką. Przechadzał się po korytarzu w tą i z powrotem cicho rozmawiając. 
Siedziałam na kanapie i zastanawiałam się nad tym wszystkich. Powoli do oczu napływały mi łzy. Nie chciałam, żeby poszedł do więzienia. Nie chciałam, żeby mnie zostawiał. Dopiero co mi o tym powiedział i nagle takie coś. Straszne to jest. Łza spłynęła mi po policzku. Szybko ją otarłam rękawem. Nie chciałam, żeby widział mnie taką słabą. To jemu potrzebne jest wsparcie. 
Nie mogę się mazać. Gdy tylko udało mi się uspokoić nerwy, Dawid wrócił do pokoju. 
-I jak- spytałam tuląc się do niego?
-Kurator powiedziała, że sprawdzi tę kwestię i da mi znać do jutra. - odparł ciężko wzdychając. 
-Mam nadzieję, że to się rozwiąże jak najszybciej. Z korzyścią dla ciebie.- powiedziałam czule gładząc jego włosy.
-Wyjdziesz za mnie? - spytał nagle.
Potrzebowałam chwili, żeby przyswoić zwalającą z nóg informację.

-Co? Dawid o czym ty mówisz?-spytałam zszokowana. 
-Jeśli to prawda i trafię do więzienia to nie wpuszczą cie. W świetle prawa nie jesteśmy ani spokrewnieni ani nie jesteśmy małżeństwem. To, że jesteśmy razem nie wystarczy. Musisz być moją żoną żeby mnie odwiedzać. - wyszeptał. 
-Ale Dawid, błagam cie, w takiej chwili... Nie! Nie trafisz do więzienia! Przestań gadać głupoty! - krzyknęłam. - Nie biorę tego pod uwagę! Przyjmuję do wiadomości, że ogromna pomyłka!
-Jutro koło południa wszystko ma się wyjaśnić. -powiedział spokojnie Dawid. 
-W takim razie poczekamy na informację, że to pomyłka.- odparłam równie spokojnie co on.


Przytuliliśmy się do siebie i tak czekaliśmy. Na nowe wieści, na wieści, że to nieprawda.
Zaczęłam rozmyślać, że to, o czym tak niedawno marzyłam może rozpaść się w jednej sekundzie. 


piątek, 27 grudnia 2013

7. All the little things

-Kochanie jesteśmy już ze sobą 6 miesięcy! - wykrzyczałam ukochanemu rzucając mu się z radością na szyję. Siedzieliśmy w moim pokoju i leniuchowaliśmy. Wieczór zapowiadał się spokojnie, w miłej atmosferze. Dostałam piękne kwiaty oraz perfumy z tej okazji. 
-Ojejku, jakie to piękne. Tak wszystko sam obmyśliłeś i zaplanowałeś. To takie słodkie, że się starasz kotku. - zamruczałam, jednocześnie całując go w ucho. 
-Wiem, bo jestem najlepszym mężczyzną dla ciebie moja droga - odparł, wyraźnie zadowolony z siebie.
Pomiędzy nami była chemia, na pewno. Układało nam się. Naprawdę byłam wtedy zakochana po uszy. Był naprawdę wspaniałym mężczyzną, tak się przecież postarał. A byliśmy dopiero pół roku razem!

Gdy tak leżeliśmy na łóżku paplając i gruchając jak dwa gołąbki, Dawid nagle spochmurniał.
-Wiesz co kochanie... - zaczął niepewnie. 
-No co tam?- zapytałam całkowicie w niego wpatrzona.
-Muszę Ci coś wyznać.
-Dajesz! Mnie możesz powiedzieć wszystko, przecież wiesz. - powiedziałam czule go głaszcząc. 
-Mam taką nadzieję - powiedział lekko się ode mnie odsuwając. - spójrz na mnie. 
-No dobrze, patrzę przecież, co ty taki się zrobiłeś poważny kotek? - zagruchałam. 
-Chciałbym, żeby to, co teraz powiem zostało pomiędzy nami. Parę osób o tym wie, ale niech zostanie tak jak jest. Nie chce żadnych nagłośnień tej sprawy. Nie byłoby to przyjemne - powiedział surowo spoglądając na mnie. 
-Obiecuje, że zachowam to dla siebie- usiadłam po turecku na łóżku, odwracając się tak, aby być na przeciwko niego. -Opowiadaj. 
-Jeszcze dwa lata temu byłem całkiem porywczy. - zaczął - no i narobiłem parę głupstw. 
-Czasami nadal emocje cię niosą - zaśmiałam się. - Kontynuuj. 
-Chodzi o to, że pojechałem któregoś dnia z kolegami daleko za miasto. Na jakąś wieś. Właściwie miejsce jest nieistotne w tej historii. Pojechaliśmy, napiliśmy się i wyruszyliśmy przed siebie. Bawiliśmy się świetnie dopóki na naszej drodze nie stanęła dwójka mężczyzn. 
Nas było czworo. Oni też byli podpici, ale nie aż tak jak my. My zrobiliśmy litr na czterech i poprawiliśmy kilkoma piwkami. Zaczęli nas zaczepiać. Właściwie nie pamiętam o co tam poszło. Zaczęli się przystawiać, po chwili okazało się, że mają przy sobie noże i zaczęli nimi w nas wymachiwać. No to musieliśmy ich przepędzić. 
-O rany - wydukałam z przerażenia. - Co tam się stało?
-Zaczęliśmy się bić. Dwóch moich kolegów trzymało tamtego i nawalaliśmy go kopami, pięściami i rzucaliśmy o ziemię. Później zajęliśmy się tym drugim. No to się uspokoili.
Zabraliśmy swoje rzeczy i wróciliśmy do siebie do domów. Następnego dnia wylądowałem na komisariacie, bo tamci dwaj złożyli na naszą czwórkę zeznanie, że ich pobiliśmy. 


Zakryłam ręką usta z przerażenia. Dawid kontynuował. 

-Ja zostałem oskarżony o przewodnictwo zorganizowanej grupy przestępczej i ciężkie pobicie tamtych dwóch gości. 

-Ale przecież zrobiliście to we czwórkę to jakim cudem w ogóle oni was znaleźli i jakim cudem ty zostałeś oskarżony o przewodnictwo tej grupie?
-Było dużo stresu, jeden z moich kolegów nas wydał i zwalił winę na mnie. Nie znaleźliby nas, gdyby nie ten "kolega" - skrzywił się Dawid - No, ale dla swojego dobra przyznałem się w sądzie. Dostałem dwa lata w zawieszeniu na cztery. I od tamtej pory jestem grzeczny.
Chciałem żebyś wiedziała to, żeby było jasne, że jestem bez zarzutu. 

-To ci nowina. - przyznałam zszokowana. - ładne rzeczy. Mam nadzieję, że już więcej to się nie powtórzy, inaczej trafisz do więzienia a ja bym chyba postradała zmysły. 
-Zrobię wszystko żeby to się nie powtórzyło - powiedział Dawid całując mnie w usta. - I nie bój się mnie, nie zrobię ci krzywdy, kotku. Przecież o tym dobrze wiesz. No, chodź tu. - przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. 
-Teraz tylko muszę być przez dwa lata grzeczny, wszystko później się wyczyści i nie będzie to nade mną wisiało. -stwierdził po chwili. - Mam nawet taką miłą panią kurator. Nie robi żadnych problemów. Wszystko idzie w dobrym kierunku, moja myszko.
-No ja mam nadzieję. Rany, ale historia. Czekaj...-zastanowiłam się chwilę- przecież ty wtedy byłeś z Hanią. Musiała wtedy przechodzić przez piekło. Nieźle narozrabiałeś. 
-To prawda, byłem z nią wtedy. Martwiła się, to jasne. Ale wszystko się udało. Nie trafiłem do więzienia, a to najważniejsze. 
-Kochanie nerwy trzeba trzymać na wodzy, pamiętaj o tym- skarciłam go, grożąc palcem w jego stronę. -A tak właściwie, to dlaczego zerwaliście? Wspominałeś, że byliście ze sobą długo.
-Byliśmy ze sobą 4 lata. Było nam ze sobą dobrze, ale ostatnie dwa lata to były tylko prośby, groźby i płacz. W ogóle nie chciała za często ze mną przebywać. Widziałem, że mnie kocha, ale chyba bardziej zakochana była w swojej wierze. Często chodziła do kościoła. Wreszcie owładnęło to nią kompletnie. Wtedy zdecydowaliśmy się rozstać. Nie było sensu tego ciągnąć dalej. A dużo później pojawiłaś się Ty i namieszałaś mi w głowie. - powiedział, czule targając opadające na moje ramiona blond loki. 
-Kochasz ją jeszcze?-spytałam wprost.
-Kochać może już nie... W sumie sam nie wiem. Po prostu teraz jesteś ty i ty jesteś moim całym światem. Jej już nie ma, kiedyś się z tym pogodzę. 
-Mam nadzieję, że jestem dla ciebie jedyną. - powiedziałam cicho. 
-Oczywiście, że jesteś - zapewnił mnie.
-To dlaczego trzymasz jej zdjęcie w portfelu?-spytałam podchwytliwie.





niedziela, 22 grudnia 2013

6.Bonfire hearts

Obudziłam się wypoczęta, w bardzo dobrym nastroju na Sylwestrową noc. 
Już od chwili, gdy wygramoliłam się z łóżka i zrobiłam sobie ulubioną kawę, dopisywał mi świetny humor. Wróciłam do swojego pokoju i rozmyślałam, planowałam dzisiejszy wieczór.
W co by się tu ubrać? Jaki makijaż zrobić? Może upnę jakoś włosy? W końcu postawiłam na złotą sukienkę, idealną na sylwestrową noc. 

Nowy Rok, nowe plany. A planów było mnóstwo.
Może jakieś cudowne wakacje pod palmami we dwoje? Albo jakiś festiwal?
A może obie rzeczy? Kto wie, na pewno będzie romantycznie i miło. 


Obiecałam Dawidowi, że dzisiaj będę wyglądała wyjątkowo. Bardzo romantycznie byłoby widzieć ten jego blask w oczach gdy na mnie patrzy. Cudowną chwilą byłoby całować się w Nowy Rok pod rozświetlonych od fajerwerków niebem.
Zawsze lubiłam takie noworoczne imprezy. Ludzie życzą sobie samych dobroci, sukcesów i oby następny rok był lepszy od poprzedniego.

Zrobiłam mały bilans prawie minionego już roku. Całą swoją energię skupiałam na zdanie końcowych egzaminów szkolnych. Wyniki całkiem niezłe,dostałam się na uczelnię, poznałam nowych ludzi, a przede wszystkim... znalazłam jego. Z uśmiechem na ustach wspominam ten dzień, kiedy to z moją, niestety byłą już przyjaciółką wybrałyśmy się na zakupy. Towarzyszył nam on, jej brat, któremu nie wiedzieć czemu wpadłam w oko. I tak to się zaczęło. Jesteśmy razem już 5 miesięcy. Przeszliśmy parę sprzeczek, ale kto ich nie przechodzi? Na początku związku zawsze tak jest, trzeba się pokłócić parę razy żeby się dotrzeć i dopasować do siebie.
Na pewno później pójdzie już jak z płatka. 

Miałam to, czego chciałam i o czym marzyłam. Można powiedzieć, że w tym momencie życia byłam zadowolona z tego, co posiadam. 

Pół dnia szykowałam różne smakołyki na dzisiejszy wieczór. Sałatki, różne przekąski... Wszystko to, co na sylwestrowej uczcie być powinno. Zadowolona z efektu mojej pracy zaczęłam szykować się do dzisiejszej nocy. 

Powoli zbliżał się wieczór. Z Dawidem ustaliłam, że przyjedzie po mnie, siostrę i razem pojedziemy do mojej koleżanki do mieszkania. 

Gdy zbliżała się godzina wyjścia, wszyscy byli już gotowi. 

Jestem pod Twoim domem. Wychodź już. Napisał Dawid. 

Nie chcąc się spóźnić, pogoniłam siostrę i razem, z całą jedzeniową wyprawką ruszyłyśmy do samochodu i czekającego na nas Dawida. 
-Cześć kochanie- przywitałam go buziakiem w usta, gdy już usadowiłam się wygodnie na przednim siedzeniu, obok niego. - Wszystko dobrze?- spytałam.
-Wyśmienicie. Pięknie wyglądasz myszko. - powiedział Dawid.
-To w takim razie jedźmy! Woohoo!! Sylwester, Nowy Rok!- cieszyłam się, gdy odjeżdżaliśmy od domu. 

Moja koleżanka, Dominika już czekała na nas w drzwiach. Pomogła mi z sałatką oraz przekąskami, a nas zaprosiła do swojego salonu. 
-Ale się cieszę, że spędzimy razem Sylwestra!-zaświergotałam gdy otwierałyśmy pierwsze wino. Paplałyśmy jak najęte w jej kuchni. W końcu najlepsze pogadanki zawsze odbywają się w kuchni.
Gdy obie wróciłyśmy do salonu z kieliszkami w dłoniach, Dawid wyraźnie ucieszony siedział w fotelu i wpatrywał się w ekran swojej komórki. 
-Co cię tak bawi? - spytałam ciekawsko zaglądając mu w telefon. 
-A wiesz, ta moja koleżanka, Edyta, napisała mi smsa z życzeniami. 
Automatycznie się najeżyłam. Nie znosiłam Edyty z całego serca. Kolejna psychofanka do kolekcji zaraz po Paulinie. Pisywała do niego jak jeszcze nie byliśmy razem. Szaleńczo zakochana w moim chłopaku. Dziewczyna nie ma u niego najmniejszych szans, a mimo to ostro brnie do przodu w osiągnięciu swojego nierealnego celu. Już raz z nim o tym rozmawiałam. Podobno, gdy Dawid zaczął spotykać się ze mną to się uspokoiła z wypisaniem wiadomości dziwnej treści. Widzę jednak, że nagle zapragnęła złożyć mojemu facetowi życzenia. No pięknie.
-A mogę wiedzieć co dokładnie ci napisała?-spytałam, wyraźnie w gorszym nastroju. 
-Napisała mi że życzy mi wszystkiego dobrego w Nowym Roku, abym znalazł piękną dziewczynę i prawdziwą miłość i przesyła buziaki. Z resztą, na święta też dostałem od niej smsa z życzeniami i pozdrowieniami. - odparł wyraźnie zadowolony i dumny z siebie Dawid. 
-Co?! Napisała ci życzenia na święta a ty teraz mi o tym mówisz? Jaka ona romantyczna - warknęłam. Zwyczajnie poczułam się urażona, że nie powiedział mi, że ta laska od świąt do niego wypisuje. 
-No widzisz, każdy chce złożyć życzenia tak zajebistej osobie jak ja. Zakochana jest we mnie, co poradzić. - odparł rozbawiony Dawid.
-Taa... Ekstra. - bąknęłam i odwróciłam się na pięcie w kierunku kuchni. Jednym haustem dopiłam to, co zostało mi w kieliszku i poszłam sobie dolać następną lampkę. 
Ta głupia krowa nie popsuje mi reszty wieczoru.  

Zbliżała się północ. Postanowiliśmy, że wyjdziemy na główny rynek miasta pooglądać fajerwerki. Zabraliśmy szampana pod pachę i wyszliśmy w miasto.
Długo nie szliśmy, właściwie po paru minutach spaceru znaleźliśmy się na placu. 
Zanim wybiła północ, Dawid objął mnie ramieniem, czule pocałował i powiedział:
-Szczęśliwego Nowego Roku kotku. 
Odpowiedziałam mu tym samym i tak przytuleni staliśmy i patrzyliśmy w niebo. 


Może jednak on jest tym jedynym, pisanym tylko mi?


wtorek, 17 grudnia 2013

5. "It is not because things are difficult that we do not dare; it is because we do not dare that they are difficult."

Przepraszam was najmocniej za dłuższą przerwę w pisaniu postów - szkoła i praca, połączone w okresie przedświątecznym to prawdziwe urwanie głowy.
Zbliża się czas świąt, więc mam nadzieję, że będę mogła dodać więcej notek. 

Nie przedłużam - zapraszam do czytania i zaglądania.

xx 

Recover Girl 

~*~

Ciche dni męczyły jeszcze bardziej niż ostre awantury, po których ze łzami w oczach kładłam się spać. Panowanie nad emocjami i ukrywanie uczuć znałam już na pamięć. Wszystko jestem w stanie zrozumieć. Ale żeby udawać głupiego gdy ewidentnie widać to, w co się wpakował? 
Śmiech na sali. Naprawdę nie wiem z czego byłam bardziej zła: z tego, że się nie przyznał, czy z tego, że zwalił wszystko na swojego kuzyna, który pewnie o niczym nie wiedział. 

Wiedziałam, że złapałam go na gorącym uczynku. On też to wiedział.
Jak mógł zrobić mi coś takiego. Trochę nie mieściło mi się to w głowie. 

Słowa są puste, ale jak już ktoś je wcieli w czyn, to zabawa przestaje być śmieszna.
Zawiodłam się trochę i na sobie i na nim. Nie dopuszczałabym myśli, że wziąłby jakąś bardzo młodą dziewczynę do sprzątania swojego domu! Następnym razem sprzątać będzie sam. Bez pomocy żadnych rozchichotanych na jego punkcie szesnastek. Bez mojej pomocy również.
Gdy cała akcja z Pauliną ucichła, czas świąt zbliżał się wielkimi krokami. Świąteczna gorączka powoli przejmowała mój umysł. Prezenty, atmosfera, pyszne jedzenie i co najważniejsze: święta z bliskimi memu sercu osobami. 

-Wiesz co, to rodzinne święta. Nie chciałabym żeby on przyjeżdżał po Wigilii. Masz spędzić ten czas z nami, przecież możesz go na chwilę zostawić, też ma swoje święta. - stwierdziła moja mama. 
Zrobiło mi się trochę przykro i naprawdę nie rozumiałam dlaczego tak to wszystko wyszło. Trochę to smutne, gdy bliskie osoby nie akceptują moich wyborów, nawet jeśli chodzi o chłopaka. 
Dawid zawsze powtarzał, że jakoś damy sobie radę. Przecież mamy siebie. 
Szczerze w to wierzyłam. 

Na poprawę humoru wybrałam się z Dawidem na świąteczno-prezentowe zakupy.
Zawsze miałam problem z tym, co kupić chłopakowi na prezent. Stwierdziłam więc, że lepiej będzie jak sami sobie coś wybierzemy. I wtedy nie będzie sprzeczki, że prezent nietrafiony.
Ja wybrałam sobie brązową, skórzaną torebkę. Dawid dostał sweter i niebieski bezrękawnik.

Po zakupach wybraliśmy się na kolację, spędzając miło wieczór. 
-Wiesz co - zaczął Dawid - Moja babcia zaprosiła Cię na wigilię do nas. - powiedział Dawid.
-Ojej, to naprawdę miło z ich strony. Nie wiem czy skorzystam. Moja wigilia planowana jest na późny wieczór a cały dzień będę pomagała mamie. Jeszcze to przemyślę. Poza tym będzie tam Anka i twoja mama. Ostatnio za mną nie przepadają.
Zupełnie nie wiem o co im dwóm może chodzić. Może są zazdrosne, że to ja mam Dawida?
Nie... To by było zupełnie dziwne. Zazdrosne, że jest ze mną? Nic już z tego nie rozumiem, poza tym bardzo dotkliwie jego mama dała mi to odczuć. 

Dzień, w którym jego mama powiedziała do mnie "Ewelinko" - bo tak miała była dziewczyna Dawida na imię - to trochę mnie zmroziło i poczułam się głupio. Ewelinę uwielbiała - mnie nie bardzo. Wydaje mi się, że może żałuje, że Dawid nie jest z Eweliną tylko ze mną?
Szczerze mówiąc to niczym jej nie podpadłam, jestem bezkonfliktową osobą, nie lubię mieć wrogów. 
Ale co poradzić, nie każdy będzie mnie lubił. 

I tak nadszedł dzień wigilii. Nie pojechałam na świąteczną kolację do jego rodziny, ani on nie przyjechał do mnie, pod pretekstem wyjazdu do pracy. Jego praca zdecydowanie wymagała dużej dyspozycyjności, więc kiedy tylko było trzeba - pracował.
Wigilia minęła w rodzinnej, ciepłej atmosferze, pełnej śmiechu i życzeń od serca. 
Szczególnie jedne - te od mojej mamy.
-Życzę Ci żebyś znalazła sobie porządnego chłopaka. Wszystkiego dobrego na święta. - powiedziała przytulając mnie czule, jakby się martwiąc. 
Nie wiem czym się tak przejmowała.
Dawid przyjechał tylko w pierwszy dzień świąt. Przyjechał to dobre słowo: spotkaliśmy się pod moją bramą, podjechał pod mój dom, porozmawialiśmy chwilę, złożyliśmy sobie życzenia i pojechał do siebie.

-Nie będę tam wchodził skoro mnie nie chcą. - powiedział urażony. - Twoja matka naprawdę jest nienormalna. 
-Nie matka tylko mama. I jest normalna. Martwi się jak każda mama. Twoja w stosunku do mnie zachowuje się jeszcze gorzej. - powiedziałam w obronie. 
-Przesadzasz, naprawdę tylko ci się tak wydaje. - stwierdził. 
-Kotku, ja lecę. Zimno tu, zaraz się przeziębię. Wesołych świąt dla ciebie i rodziny. Kocham cie.- powiedziałam czule go całując i ściskając. 
Minutę później byłam już w kuchni i pomagałam mamie. 
-Gdzie znowu byłaś - spytała zaciekawiona.
-Dawid podjechał na chwilę. Złożyłam mu życzenia i pojechał do rodziny. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. 
-On nie jest dla ciebie. - powiedziała. - żebyś tylko później nie płakała. 
-Oj mamo. Skończmy już ten temat. Tobie się nie musi podobać. Mogłabyś chociaż szanować moje zdanie. 
-Właśnie je szanuję. Staram ci wybić tego chłopaka z głowy. Powtarzam ci, on nie jest dla ciebie, zostaw go. - odpowiedziała naburmuszona i temat się skończył. 


Całe święta minęły spokojnie, sylwester zbliżał się lada dzień, a ja nie miałam żadnego pomysłu co można ze sobą w ten dzień zrobić. 
Nie planowałam go w żaden huczny sposób obchodzić, grono najbliższych przyjaciół wystarczy w zupełności. 
Po krótkiej analizie zaplanowałam sobie Sylwestra u mojej najbliższej koleżanki. Dużo jedzenia, śmiania się, oglądania TV i słuchania muzyki. 
Będzie pięknie. Dla mnie wystarczająco.


Nie spodziewałam się, jaki bonus mnie zaskoczy tym razem. 

Same fajerwerki.







niedziela, 8 grudnia 2013

4. ,,Lecz że nam w wodę padła łza, więc kubek my rozbili."

Starałam się jak mogłam, aby nasz związek nie był nudny, aby nie wkradła się rutyna.
Może i jeździliśmy do kina, ale już nie tak często jak to bywało jeszcze te kilka miesięcy temu.
Uczucie między nami nadal nie wygasało, szalałam za nim zupełnie bez pojęcia.
Nie kłóciliśmy się, tylko zwyczajnie w świecie kochaliśmy nawzajem.


Pogoda zaczynała się zmieniać. Nadchodziła zima. Nie spodziewałam się, że tego dnia mnie tak zmrozi, mimo tego, że temperatura oscylowała około zera. 
-Wiesz co myszko - powiedział czule Dawid - strasznie mi się nie chce sprzątać u mnie w domu. Po prostu nie mam do tego głowy. Ale od czego mam głowę! - klasnął w ręce zadowolony. - Wpadłem na pewien pomysł. Bo wiesz, ogólnie to mój kuzyn zna taką młodą laleczkę, która akurat jest zawsze pod ręką. No i tak się składa - kontynuował pewny siebie - że ja wezmę ją pod swoje skrzydła. Posprząta mi w domu, a ja jej za to zapłacę. Brakuje jej do kurtki, to jej dołożę, tyle ile jej brakuje. Każdy będzie zadowolony. - stwierdził wyraźnie zadowolony z siebie.
- Czy mogę wiedzieć ile ta "laleczka" ma lat? - spytałam ostrożnie. 
- A bo ja wiem... koło 16. Coś takiego. - odparł wyraźnie rozluźniony. - Zawsze chodzi w takich obcisłych legginsach... Mmmm... to jest dopiero widok! - rozmarzył się.
- Ale kotku, proszę Cię... Chyba sobie żartujesz. Nie zgadzam się na to. Nie chcę żeby mi się tu jakaś młoda siksa pałętała po Twoim domu i grzebała w Twoich rzeczach. Ja Ci mogę zrobić ten porządek jak tak bardzo chcesz. Bo wynikną z tego same problemy. Jeszcze się w tobie zakocha i dopiero będzie awantura. - powiedziałam naburmuszona. - Kategorycznie się nie zgadzam. 
- Daj spokój. To tylko zwykłą sprzątaczka. Posprząta i sobie pójdzie. Nie zakocha się we mnie, obiecuje Ci. Bez przesady, to zwykła dziewucha. Tak, to sprzątanie to zdecydowanie dobry pomysł. Tak zrobię. - odparł bardzo pewny swojej decyzji. 
- Chcę tylko żebyś wiedział - pogroziłam mu palcem - że ja się kategorycznie nie zgadzam i nie masz na to mojej zgody. Jeśli ta laska do Ciebie w jakikolwiek sposób będzie chciała się dobrać to ja odpadam z tej gry. 
- Co Ty gadasz kotek, będzie git. Posprząta i do widzenia - odpowiedział Dawid.

Następnego dnia, od rana jestem na zajęciach. Zwykle to Dawid miał w zwyczaju się do mnie odzywać pierwszy, bo to on wstawał o świcie do pracy.
Tym razem jednak nie dał znaku życia. 


Cześć kotku. Ja już dawno jestem na uczelni. A Ty? Czemu się nie odzywasz?
Zaspałeś czy co? Odezwij się, tęsknie :*


Dopiero około południa odebrałam od niego telefon. 
-Cześć lalka! - przywitał mnie mój chłopak. - wziąłem sobie dzisiaj wolne. Jadę teraz z Pauliną na zakupy. Odezwę się później.
- Aha... - zanim zdążyłam dodać coś jeszcze, połączenie zostało przerwane. 

Jadę teraz z Pauliną na zakupy. 

No proszę, proszę. To są ze sobą na "ty"?? I tak po prostu jedzie sobie z nią na zakupy?? Przecież kategorycznie zabroniłam mu.... Powiedziałam, że nie zgadzam się na to całe "sprzątanie". Nie czuję nic innego tylko jeden wielki zawód. Jak mógł mi coś takiego zrobić? Odgrywa się za tego kolegę czy jak?? Przecież ja z nim zamieniłam ze trzy zdania na tym Facebooku, a on sprasza sobie jaką małolatę do domu?! I jeszcze ona mu sprząta a on jej płaci?!
Zazdrość zżerała mnie od środka. Nie... nie dam po sobie nic poznać. Niech mu posprząta nawet i kibel jak taka ochocza do pracy jest. Jestem taka wściekła!!
To się musi skoczyć źle. 


Wróciłam już do domu, wściekła na cały świat. Jeszcze żadna osoba nie miała tak ogromnego wpływu na moje samopoczucie, na mój nastrój i humor jak on. W mgnieniu oka potrafił sprawić, że byłam najszczęśliwszą dziewczyną na całej kuli ziemskiej. Natomiast z drugiej strony rozrywał moje nerwy, zaufanie i miłość na strzępy jak zwykły, bezuczuciowy drań. 

Nie wiem jak mi się z tego wytłumaczy. Łatwo nie będzie. W końcu dzisiaj mieliśmy jechać do kina i do jakiejś uroczej knajpki, którą sam wybrał. To przecież nasza miesięcznica. 
Po godzinie wreszcie się odzywa.
- Myszko moja, ja dzisiaj nie mogę jechać do tego kina. Całe to zamieszanie z tym sprzątaniem... Nie mogę nawet znaleźć czystej pary spodni. Przełóżmy to na inny dzień. 
- To nasza miesięcznica a Ty wolisz spędzić ten dzień z burą siksą sprzątającą Ci dom?! - wrzasnęłam wściekła na cały głos. 
- To nie żadna siksa, tylko Paulina. Skoro tak Ci zależy to przyjadę i obejrzymy coś u Ciebie. Co Ty na to? - spytał potulnym głosikiem Dawid.
Boże, jak on na mnie działa. To jest po prostu silniejsze ode mnie. Całkowicie przejmuje nade mną kontrolę. Jestem bezsilna i bezbronna. 
- Dobrze... W takim razie czekam. - powiedziałam już bez większych emocji, tylko z czystej, najprawdziwszej tęsknoty. 

Po ponad czterdziestu minutach nareszcie się zjawił. Bardzo się za nim stęskniłam. Dzień na uczelni naprawdę mnie wymęczył, zwłaszcza, że nie spało mi się za dobrze. 
Dziwne, niewyjaśnione koszmary prześladowały mnie ostatnio z większą częstotliwością. 
Ktoś cały czas mnie śledził. Przez cały sen  towarzyszyło mi uczucie niepewności i strachu. Wreszcie oprawca, który gonił mnie w miejscu, którego nie znałam w końcu mnie dopadał, a ja budziłam się bardziej zmęczona niż kiedykolwiek. 

- Robisz to specjalnie żeby mnie zamęczyć?- spytałam wyraźnie podenerwowana. 
- Ależ kotku, co ty wygadujesz. Wiesz, że kocham tylko ciebie i nikt inny się nie liczy. Ile razy mam Ci to powtarzać? - powiedział, czule mnie całując.
Po chwili moje obawy powoli odchodziły w niepamięć. Może rzeczywiście ta dziewczyna najzwyczajniej w świecie posprząta mu ten pokój a jutro będzie się cieszyć tą swoją nowa kurtką? Może robię z igły widły? 

- Głodny jestem, może jednak pojedziemy coś zjeść? Niedaleko jest sushi. - zachęcił mnie Dawid. 
- Pewnie, fajnie, że o tym pomyślałeś. - powiedziałam zadowolona. 
Gdy tak jechaliśmy do celu naszej podróży, w oczy rzuciła mi się smuga na przedniej szybie auta. Jako, że znajdowała się po mojej stronie, patrzyłam się w nią przez chwilę. Nagle zdałam sobie sprawę, że to, co znajduje się na tej szybie, ta potworna smuga... To nie żadne zamazanie, to serce narysowane palcem! 
- Czy ty kompletnie postradałeś zmysły?- spytałam spokojnie. 
- O co Ci znowu chodzi? - spytał zdziwiony.
- Proszę Cię bardzo, spójrz. - wskazałam mu na szybę, gdzie widniał dowód numer jeden. 
- Co? Gdzie? Co tam jest? Ja nic nie widzę. - burknął w moją stronę. 
- Tu, właśnie na tej szybie, po mojej stronie ktoś namazał palcem serce! Nie widzisz tego?! - podniosłam głos. 
- Gdzie ty to widzisz? Proszę Cię. Nic tam nie ma. - zapewniał.
- Nie jestem ślepa! Widzę to! To ta mała gówniara to zrobiła! - byłam niesamowicie wściekła. 
- To mój kuzyn robił sobie żarty, to nie ona. Proszę Cie, myszko. To mój kuzyn to namalował. Nudziło mu się, zrobił to dla żartów. - tłumaczył się Dawid.
- Hahaha! Dobre sobie! Nie jestem taka głupia. - odparłam z żalem w głosie. - Wiedziałam, że tak będzie. Po prostu wiedziałam, że się w tobie zakocha. Tego już za wiele. Ona ma zakaz wchodzenia do twojego domu. Koniec sprzątania! Dalej sprzątasz sam!
- Ale jak to, cały ten syf mam teraz sprzątać sam? - spytał wyraźnie urażony.
- Tak, właśnie będziesz sprzątał sam. Nie słuchasz tego, co do Ciebie mówię, a później wpadasz na idiotyczne pomysły. Nie wyjdzie z tego nic dobrego! - powiedziałam bardzo zła. 

Zauważyłam coś jeszcze... Zmiętą gazetę leżącą samotnie w schowku. Wyjęłam ją i rozłożyłam. Nie mogłam wierzyć własnym oczom. Na pierwszej stronie, markerem narysowane było wielkie serce i jedno słowo ,,love". 

-To też napisał twój kuzyn? - spytałam. 












3. ,,Z jednego kubka ty i ja piliśmy onej chwili...''

Ciężko było wstać... Byłam kompletnie pogrążona w pustce, ogromnym poczuciu winy i smutku.
Jeszcze nigdy się tak nie zamartwiałam. Nigdy się tak nie zadręczałam.
Owszem, potrafiłam wszystko tak idealnie w sobie skryć, że wypracowałam sobie sposób, aby na mojej twarzy zawsze widniał uśmiech i zadowolenie. Na pytania ,,Jak spędziłaś weekend?",  ,,Co u Ciebie?", ,,Jak się masz?" po prostu odpowiadałam ,,Wszystko w porządku" i od razu odbijałam pałeczkę pytaniem ,,A co u Ciebie? Słyszałam, że...". Nie chciałam mówić, że jest ,,źle, fatalnie, potwornie". Nie chciałam się nikomu żalić. Stwierdziłam, że ze swoimi problemami poradzę sobie sama.

Tydzień po aferze z rzucaniem, wyzwiskami i awanturą powoli zaczęło się między nami układać. Oczywiście Dawid tak od razu mi nie wybaczył i nie obyło się bez kąśliwych uwag w stylu ,,Ale ja nadal nie wiem czy na mnie zasługujesz", "Zachowałaś się najgorzej na świecie, zraniłaś mnie i zdradziłaś", to z dnia na dzień, powolnymi kroczkami dochodziliśmy do siebie po tym dziwnym starciu.

-Wiesz, że przestraszyłam się ciebie gdy tak we mnie cisnąłeś tym długopisem? - wyznałam tuląc się w jego ramię w poszukiwaniu ciepła.
- Przecież wiesz, że zupełnie niepotrzebnie. Nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy. Nie mógłbym zranić cie tak jak ty mnie zraniłaś piszcząc z tym chłopakiem. - stwierdził kąśliwie Dawid.
-Wiesz przecież, że wycierpiałam swoje i że nigdy tego nie zrobię. Ile razy mam ci to powtarzać? Szaleję za tobą, wiesz o tym. Kocham cie najbardziej na całym świecie. Zrobię wszystko, żeby to udowodnić.
-Wszystko? To pokaż mi to wszystko. Pokaż mi jak bardzo mnie kochasz.

  ~*~

- Jesteś w tym naprawdę niezła - stwierdził Dawid wstając z łóżka. Zakładał koszulkę przez głowę i właśnie wciągał spodnie. - Głodny jestem. Zrób mi coś do jedzenia i przynieś mi coś do picia.
-Dobrze. Za chwilę wracam z jedzeniem. - odparłam i poszłam do kuchni zrobić coś do jedzenia. 
Starałam się jak mogłam aby kanapki były przepyszne. Wędlinę i ser poukładałam w fantazyjny wzorek, a na wierzch położyłam kawałki idealnie pokrojonego przeze mnie pomidora. 
Zrobiłam dwie herbaty i z całym tym kanapkowym majdanem weszłam do siebie do pokoju. O mały włos nie oblałabym się wrzątkiem, ale czego się nie robi dla Ukochanego.
-Proszę bardzo kochanie - powiedziałam wyraźnie zadowolona ze swojego dzieła. 
-Nie lubię salami. Wiesz o tym doskonale. - stwierdził cierpko Dawid patrząc się z dziwną miną na podstawiony mu przeze mnie talerz.
-Jak chcesz to mogę... - zaczęłam.
-Dobrze zjem to, co przygotowałaś. - przerwał mi wpół słowa. - ale muszę dostać sól i pieprz. Inaczej nie zjem. Aha, i przynieś mi jeszcze kawałki cytryny. Przecież wiesz jak uwielbiam ją jeść, nie wiem dlaczego jej nie przyniosłaś. 
-Kochanie, już idę. Zaraz przyjdę z cytryną, solą i pieprzem. - powiedziałam potulnie, po raz drugi kierując się na dół. 
Oczywiście mojej mamie nie umknął fakt, że przygotowuje coś dla swojego mężczyzny. 
-Może ty urlop dziekański weźmiesz, bo tego faceta to trudno zaspokoić w tych jego zachciankach. - skomentowała.
-Mamo, daj spokój. - opowiedziałam nerwowo. 
Szybko zabrałam potrzebne rzeczy i pobiegłam do swojego pokoju. 

-Kochanie, proszę, jest tak jak chciałeś. - powiedziałam potulnie i postawiłam przed nim cały arsenał przypraw i cytrynę. 
-Dziękuję kochanie. Jestem tym, o którego musisz dbać. Dawid jest cudownym chłopcem, który cię bardzo kocha i potrzebuje. - powiedział o sobie w trzeciej osobie i zadowolony zaczął jeść.
-Wiesz... - zaczęłam - w przyszłą sobotę moja babcia ma imieniny. Byłoby miło jakbyś wpadł i spędził z moją rodziną trochę czasu. Moja babcia cię zaprasza - zachęciłam lubego.
- Jeszcze dam ci znać jaką podejmę decyzję. Nie wiem co będę robił jutro a co dopiero za tydzień. - stwierdził Dawid. - poza tym rozkręcam nowy biznes, więc bardzo prawdopodobne, że jak wszystko pójdzie po mojej myśli to zrezygnuję z pracy. Już mam dość pracy dla tego tępego kretyna. Sam się dorobię i będziemy żyli w dostatku. Już mam cały plan w głowie. Zobaczysz, kupię ci wtedy ten twój wymarzony samochód. - zapewniał.
- Byłoby super kochanie jakbyś stworzył coś swojego. Będę cie wspierać kotku. Kocham cie i mam nadzieje, że twoje plany się powiodą. Będę stała za tobą murem. - powiedziałam czule.
-I tak właśnie ma być. Muszę wiedzieć na czym stoję, a nie tak jak w tej ochronie, zupełnie bez sensu. W końcu będę dla siebie najlepszym szefem. Jestem zajebisty i znam swoją wartość. - powiedział z dumą.

Nagle zaczął dzwonić jego telefon. Patrząc na mnie gniewnym wzrokiem wskazał na głośno brzęczący telewizor. Pospiesznie ściszyłam głos i spojrzałam na niego. Odebrał i zauważyłam jak odruchowo ściszył głośnik w telefonie. Dodatkowo, odpowiadał tylko półsłówkami i krótkimi ,,tak", ,,nie", a na pytanie gdzie jest odpowiedział ,,u niej". W końcu odpowiedział, że ,,oddzwoni" i rozłączył się wracając do jedzenia i pogłaśniając telewizor.
-Dlaczego ściszyłeś telefon? Przecież wiesz, że nikomu nic nie powiem. Kocham cie i nie zdradzę twoich spraw.
-Ja nie ściszałem telefonu. Wydawało ci się myszko. Mam po prostu parę spraw do załatwienia kotku - odpowiedział słodko i wlepił wzrok w grający telewizor.

-No dobrze, to ja już się najadłem, będę się powoli zbierał, ale zanim wyjdę to jeszcze musisz raz pokazać jak bardzo mnie kochasz. Tak jak przed chwilą bardzo ładnie to zrobiłaś. - zamruczał.
-Ale chodzi ci o te kanapki? - spytałam mrużąc oczy. 
-Nie bądź głuptaskiem. Musisz mnie zaspokoić, żeby Dawid był grzeczny i nie oglądał się za innymi. - powiedział i zaczął mnie całować.
-Nawet sobie tak nie żartuj - wymamrotałam między pocałunkami.

Nawet nie pamiętałam kiedy wyszedł, było już późno a ja usnęłam po wrażeniach dzisiejszego dnia.
Byłam zadowolona, że oprócz kilku kąśliwych uwag, udało się opanować sytuację i Dawid przestał być już na mnie zły. Kompletnie nie przejmowałam się tym, że ściszył ten telefon lub że niechętnie rozmawiał przy mnie przez telefon. Starałam się być posłuszna i wydaje mi się, że udało mi się dopiąć swego i zaspokoić jego pragnienia. Przynajmniej był zadowolony, najedzony i w pełni zaspokojony. 

Wydaje mi się, że tak powinno być... Nie znam innej miłości. On jest moim pierwszym poważnym mężczyzną. Tworzę z nim coś naszego, na swój sposób idealnego. To jest związek dwóch osób, nas.
My tego chcemy. Ja chcę żeby był przy mnie. Chcę żeby mówił mi, że mnie kocha i całował czule na pożegnanie i witał stęskniony po całym dniu pracy. 

To mój obowiązek, moje postanowienie, być z nim na dobre i na złe. Dawać mu tego, czego potrzebuje najbardziej. Spełniać jego prośby. On na pewno odwdzięczy mi się tym samym. W końcu uczucie nas ze sobą połączyło. 

W końcu kocham go nad życie, jak mogłabym nie dać mu całej siebie? 



           




2. Wystarczy głębiej kogoś poznać, od razu żałujesz, że twoje serce tak szybko zabiło.

Opętała nas szaleńcza miłość. Cieszyliśmy się jak dzieci, każdego dnia czekałam z utęsknieniem na jego powrót z pracy. On obsypywał mnie kwiatami, komplementował, całował, czule dotykał. Każda dziewczyna chciałaby takiej miłości. Ale miałam ją ja. Nic nie dla mnie nie liczyło. Tylko my. Ja i on, on i ja. Razem na zawsze. 

Dużo spacerowaliśmy, jeździliśmy do kina, śmialiśmy się, były wypady nad wodę, potrafiliśmy rozmawiać godzinami...
Moje urodziny spędziliśmy z moją rodziną, Dawid bardzo się starał, dostałam piękną biżuterię, ale nie to liczyło się najbardziej. Naprawdę cieszyłam się z tego, że jest ze mną w najważniejszych dla mnie chwilach i że momenty te na długo zostaną w mojej pamięci. 


-Kochanie, wszystkiego najlepszego! Spełnienia marzeń! - cieszył się Dawid zakładając mi na rękę piękną, pudrowo-perłową bransoletkę. - Ale to nie koniec. Poczekaj na to. - powiedział i wyjął jeszcze dwa, małe pudełeczka. - To zawieszki. Jedna z nich to klucz. Klucz do mojego serca. Zdobyłaś go pierwszego dnia, kiedy Cię zobaczyłem. Wiedziałem, że będziesz moja. - zamruczał Dawid. 
Następnie z drugiego pudełeczka wyciągnął zawieszkę w kształcie litery D. Cała ozdobiona była malutkimi diamencikami, pięknie mieniącymi się w letnim słońcu. 
-A ta zawieszka oznacza, że będziesz już moja na zawsze. Tylko dla mnie - powiedział czule i pocałował mnie prosto w usta - Sto lat myszko. 

I tak minęło całe lato.
Potem przyszła jesień. 


Nowe obowiązki, studia, nowi znajomi. Ale to nie przeszkodziło mi w tym, żeby znajdować czas dla niego. Zauroczenie przemieniło się w zakochanie. Więcej czasu spędzaliśmy u mnie w domu, zamknięci w moim pokoju, gdzie mogliśmy cieszyć się sobą do woli. 

Przyszedł ten dzień. Urodziny Dawida. Bardzo się starałam, aby zapamiętał ten dzień i aby był szczęśliwy. Zorganizowałam tort, szampana, prezenty i dużo, bardzo dużo miłości. 

-Proszę bardzo, to dla Ciebie - powiedziałam zadowolona, cała w skowronkach wręczając mu złotą kopertę. Ciężko pracowałam żeby kupić mu ten prezent, liczyłam więc na salwy krzyków i radości. - Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin staruszku! - zażartowałam.

-Ojej, dziękuję Ci bardzo kochanie. A co to? - spytał i z zainteresowaniem zaczął otwierać złote brzegi koperty - O rany! Przejażdżka monster truckiem! 

-Wspominałeś, że uwielbiasz samochody i wieloma już jeździłeś... Poszperałam trochę w internecie i stwierdziłam, że takim na pewno jeszcze nie miałeś okazji jeździć i że sprawi Ci to ogromną frajdę. Masz calutki rok na wykorzystanie prezentu! - zawołałam, a w odpowiedzi zostałam zasypana pocałunkami. 

-Dziękuję Ci, to piękny prezent. Koniecznie wykorzystam go w zimie, będę mógł bardziej zaszaleć na śniegu i lodzie! - cieszył się Dawid. 

Kolejne dni mijały na beztrosce, tęsknocie, czułością i miłymi chwilami. 

Nie narzekałam na swoje życie towarzyskie. Ludzie z uczelni byli naprawdę fajni, z kilkoma pisałam nawet na Facebooku. Nawet mój były chłopak się do mnie odezwał. Zupełnie się nim nie interesowałam, przecież miałam swoją miłość. Pisaliśmy sobie o różnych głupotach, to z nim skonsultowałam pomysł na prezent dla Dawida. W końcu kto jak to, ale facet zawsze podpowie w sprawie prezentów.
Któregoś dnia leżeliśmy sobie z Dawidem u mnie w pokoju na łóżku. Ja skrobałam sobie coś na Facebooku, on oglądał telewizję. W pewnym momencie zawołała mnie mama, żeby jej w czymś pomogła. Zostawiłam więc laptopa i zeszłam na dół zapewniając Dawida, że wracam za sekundę. 

Po mniej więcej dziesięciu minutach wracam z powrotem do Mojego Jedynego. Usadawiam się wygodnie i przytulam. Nagle on odsuwa się ode mnie i chwyta mojego laptopa. 
-Możesz mi powiedzieć dlaczego mnie zdradzasz...? - spytał cicho Dawid. 
-Ja? Zdradzam Ciebie? Ależ co Ty mówisz głuptasie. - odpowiedziałam zdziwiona. Wstałam i podeszłam do biurka, zastanawiając się o co mu tak właściwie chodzi.
-Nie okłamuj mnie... Przecież sam widziałem przed chwilą. Co to za Mateusz? Po co z nim piszesz? 
-O niego się gniewasz? Proszę Cie, to tylko kolega... Zupełnie nic dla mnie nie znaczy.
-Ale co to ma być?! Pytam się co to ma być?! Mnie nie ma a Ty zabawiasz się na czatach z jakimś marnym chłoptasiem?! Kpisz sobie ze mnie?! - zaczynał denerwować się Dawid. - Zwyczajnie się zeszmaciłaś. 
W tym momencie moje serce zamarło. Jak mógł obrzucać mnie takim błotem. Przecież to nic nie znaczyło, zwyczajna rozmowa dwóch ludzi. 
-Ale jak możesz do mnie tak mówić... W ogóle dlaczego czytasz moją prywatną korespondencję? Tak nie można. - powiedziałam zwyczajnie urażona.
-Gówno mnie to obchodzi, mam prawo czytać to, co piszesz. Jesteś moja i mam do tego prawo! - warczał Dawid. - Jesteś zwykłą dziwką! I piszesz z nim o mnie! - krzyczał. I w tym momencie zauważyłam lecący przedmiot w moją stronę. Odruchowo zrobiłam unik a później zobaczyłam leżący na podłodze długopis. 
- Co ty wyprawiasz? Rzucasz we mnie rzeczami? Odbiło Ci kompletnie?! - teraz ja podniosłam głos. 
- To nie ma sensu. To już nie ma zupełnie żadnego sensu. Nie będę Ci w stanie zaufać. Po tym, co mi zrobiłaś. To niewybaczalne. - powiedział cicho Dawid.
-Ależ misiu, ja naprawdę Cię przepraszam. Nie chciałam Cie niczym urazić. Przecież Ci powiedziałam, że to nic nie znaczy. Już z kolegami nie mogę pisać? Chciałam być pewna, że prezent Ci się spodoba. - wyjaśniłam, tym razem już na spokojnie. 
Serce mi pękało, głos mi się łamał, w głowie mi się nie mieściło, że tak go zawiodłam. Zupełnie nie rozumiałam swojego zachowania. Może rzeczywiście nie powinna byłam z nim pisać... 
-Przepraszam Cie kochanie. Naprawdę mi przykro. - powiedziałam łamiącym się głosem. W oczach miałam pełno łez. -Nie chciałam.
-Nie chciałaś, ale to zrobiłaś. Kurwa mać! - wrzasnął Dawid. - Muszę to sobie wszystko przemyśleć... Czy to w ogóle ma sens.... Czy chcę z Tobą być.... - powiedział i zaczął kierować się do drzwi.
-Ale Dawid, proszę Cie, przecież nic nie zrobiłam, przepraszam. - załkałam.
-Zamknij się już, bo zejdę na dół i powiem twojej matce co zrobiłaś i jaką dziwką jesteś. - zawarczał w moją stronę Dawid.
Po cichu zeszliśmy da dół. Dawid zaczął się ubierać i powoli otwierał drzwi. 
-Nie wiem czy ma to jeszcze sens... Muszę to przemyśleć....Mam tylko nadzieję, że nie jesteś w ciąży. - zakończył oschle Dawid i wyszedł z mojego domu zostawiając mnie w kompletnej rozsypce. 
Boże drogi, co ja narobiłam. Jak mogłam się tak zachować. Po chwili odzyskałam możliwość poruszania się i pobiegłam do swojego pokoju kompletnie blada, zdezorientowana i zapłakana. Natychmiast zakończyłam znajomość z owym kolegą i obiecałam sobie, że nigdy więcej tego nie zrobię.
Nie mogę mu tego zrobić. Przecież tak go kocham. Nie mogę go więcej tak mocno ranić.
Wykąpałam się, ochłonęłam, spojrzałam na telefon w błagalnym poszukiwaniu choćby jednego SMSa czy nieodebranego połączenia. Nic z tego. Za bardzo przegięłam. Tej nocy nie mogłam spać...


Jesteś zwykłą dziwką!

Zwyczajnie się zeszmaciłaś! 

Mam tylko nadzieję, że nie jesteś w ciąży.


Zasnęłam nad ranem, kompletnie wyczerpana przepłakaną nocą.